Stabilnie.

 Przez ostatnie pol roku w sumie duzo sie dzialo.

Sprzedalismy nasz dom i kupilismy wiekszy. Ale bylo z tym zachodu, nerwow, klotni i sporow.

Czarek nie dawal mi doslownie zyc. Odliczal dni do przeprowadzki, kazal mi wybierac mable do domu, ktory widzialam tylko raz wczesniej. A po przeprowadzce chyba w koncu zrozumial, ze nie stac nas zeby zrobic wszystko na raz. Cale szczescie.

Tak wiec po dwoch latach remontowania domu, przeprowadzilismy sie do innego i zaczynamy remont od nowa. W prawdzie jest to nowszy dom, a remont polega na drobych szlifach scian, malowaniu i zmiany z ukochanej przez angolikow wykladziny na panele, ale zawsze. No i kasa leci. Z racji tego, ze dom jest wiekszy i w o wiele lepszej okolicy rata kredytu tez znacznie wzrosla. Kilka miesiecy temu Czarus dostal podwyzke, a ja dostalam w tym tygodniu wiec dajemy rade zyc na tym samym poziomie. 

Tak czy owak dalej rozgladam sie za praca. A rozgladam sie za praca juz od jakichs 2 lat. Niezle, juz nie zlicze na ilu bylam rozmowach kwalifikacyjncyh. Niestety jednego czego nauczylam sie w tym kraju jest to, ze nie chce pracowac z Hindusami. Mozecie mnie nazwac rasistka. Obojetne mi to. Oni sa okropnie roszczeniowi i prosza o milion przyslug za ktore nic nie daja. Taki ich sposob bycia i tyle.

Co innego dobrego sie dzialo przez ostatnie kilka miesiecy... W sumie dzieja sie same dobre rzeczy. Jakos tak szczescie sie nas trzyma, jestesmy szczesliwi, mamy dom pelen milosci, rozumienia i wsparcia. Dom pelen smiechu i radosci. Fajnie miec taka rodzine. Jestem dumna z tego w jakim momencie zycia jestem.

Z Czarkiem zdecydowalismy sie takze na dziecko. Wiec zaczelismy te nie rowna walke o nasze wspolne malenstwo. Jestesmy juz po pierwszej wizycie w klinice nieplodnosci. Szczerze powiem dziwnie jest zalawiac takie sprawy w obcym dla siebie jezyku, gdzie wiekszosci rzeczy musisz sie domyslac. Ale, ja, jak to ja zawsze ide z pradem. I jakos tak licze, ze za rok bede juz podswojna mama. Albo chociaz bede z brzuchem i w koncu poczuje jak to jest byc w ciazy bedac kochana i majac do okola wszystko, czego potrzebuje. Czyli nasza trojke. Plus Edka.

A! Bo nie pochwalilam sie, ze od grudnia jestesmy wlascicielami najukochanszego pieska na swiecie. No moglabym go zjesc gdybym mogla. 

A z tych nie dobrych wiesci to u Mamy Czarka zdiagnozowano raka. Niestety z przerzutami. Nie powiem, troche nas to wbilo w podloge i pierwsze kilka tygodni bylo ciezkich. Jest juz po operacji i od srody zaczyna chemioteriapie. Zyjemy nadzieja, ze wszystko skonczy sie dobrze, a babcia z tego wyjdzie. W koncu to mloda kobieta jeszcze jest. 

Komentarze

Popularne posty