Kwarantanna i te sprawy w UK
Mimo kwarantanny życie płynie dalej.
U nas w przeciwieństwie do Polski nie ma takiej paniki i nie ma takich obostrzeń odnośnie w zasadzie niczego.
Ogólnie zamknęli szkoły, puby, do których i tak rzadko wychodziliśmy (tak, do pubów tutaj chodzi się z dziećmi i nie jest to nic dziwnego), zamknęli sklepy z ciuchami i z nie pierwszej potrzeby rzeczami, zamknęli też place zabaw- i w sumie to tyle.
Wszyscy, którzy mają możliwość pracy zdalnej, pracują zdalnie w tym między innymi mój mąż dzięki czemu może zajmować się Mikim.
Ja normalnie chodzę do pracy. W mojej pracy oprócz tego, że nie mamy żadnych meetingów, na każdych drzwiach wywieszona jest informacja o myciu rąk i ich regularnym odkażaniu, mamy jeść posiłki w samochodach na parkingu to w sumie nie zmieniło się nic.
Ale! Jestem na prawdę pozytywnie zaskoczona Brytyjskim podejściem do sprawy. Niesamowite to jest, że ludzie zachowują te 2m odległości SAMI Z SIEBIE. Gdy idziemy chodnikiem na spacery, ludzie schodzą z drogi i czekają aż przejdziemy żeby nie podchodzić za blisko. Nikt nie narzeka, nikt się nie oburza, nikt nie dyskutuje. Tak ogłosił rząd więc oni się zwyczajnie do tego stosują. Nie ma żadnych mandatów i kar. Policja chodzi po parkach i tylko informuje, upomina, prosi. Niesamowite, prawda? Obserwuje to wszystko i jestem w wielkim szoku, że Polska pod tym względem jest zwyczajnie daleko w tyle. Nasza mentalność pod tym względem jest okropna. Sama to widzę wsród polaków z najbliższego otoczenia. Podając przykład, wczoraj skoczyłam do sąsiadki która pożyczyła mi ścierki do mycia okien, które swoją drogą okazały się genialne, żeby je oddać, pukam, oczywiście odeszłam od drzwi, a drzwi otwiera mi dziecko innej polskiej sąsiadki. Okazało się, że całe popołudnie siedzieli i pili. Łącznie 8 osób. Trochę mnie to zdziwiło i właśnie wtedy doszłam do wniosku, że my zwyczajnie tacy jesteśmy. Nie lubimy gdy ktoś, a zwłaszcza rząd nam coś narzuca. Często robimy na przekór bo... tak. I tyle.
Podobno pod koniec maja mają u nas otworzyć szkoły. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać. Widzę po Mikim, że brakuje mu kontaktu z dziećmi, w końcu od miesiąca siedzi w domu ze starymi. I mimo, że mówi, że nie chce wracać do szkoły (hehehehehe) to wiem, że będzie szczęśliwy. I to dobrze mu to zrobi.
Kontynuując sprawy szkolne podoba mi się to, że mamy kolegów Mikiego próbują jak mogą żeby dzieci miały kontakt ze sobą, jeżeli nie bezpośredni to online. Organizują spotkania poprzez kamerki internetowe, jedna mama puszcza muzykę, a reszta tańczy. Super. Podoba mi się to.
Dostałam prośbę o wstawienie zdjęć Mikołaja. Zapraszam na instagrama- lenasiks. Tam trochę ich jest i coś tam staram się czasami dodawać.
A tak to leci, ostatnio mieliśmy piękną pogodę, ale od dzisiaj zacznie się tygodniowy deszcz. I dobrze, niech trochę popada :)
U nas w przeciwieństwie do Polski nie ma takiej paniki i nie ma takich obostrzeń odnośnie w zasadzie niczego.
Ogólnie zamknęli szkoły, puby, do których i tak rzadko wychodziliśmy (tak, do pubów tutaj chodzi się z dziećmi i nie jest to nic dziwnego), zamknęli sklepy z ciuchami i z nie pierwszej potrzeby rzeczami, zamknęli też place zabaw- i w sumie to tyle.
Wszyscy, którzy mają możliwość pracy zdalnej, pracują zdalnie w tym między innymi mój mąż dzięki czemu może zajmować się Mikim.
Ja normalnie chodzę do pracy. W mojej pracy oprócz tego, że nie mamy żadnych meetingów, na każdych drzwiach wywieszona jest informacja o myciu rąk i ich regularnym odkażaniu, mamy jeść posiłki w samochodach na parkingu to w sumie nie zmieniło się nic.
Ale! Jestem na prawdę pozytywnie zaskoczona Brytyjskim podejściem do sprawy. Niesamowite to jest, że ludzie zachowują te 2m odległości SAMI Z SIEBIE. Gdy idziemy chodnikiem na spacery, ludzie schodzą z drogi i czekają aż przejdziemy żeby nie podchodzić za blisko. Nikt nie narzeka, nikt się nie oburza, nikt nie dyskutuje. Tak ogłosił rząd więc oni się zwyczajnie do tego stosują. Nie ma żadnych mandatów i kar. Policja chodzi po parkach i tylko informuje, upomina, prosi. Niesamowite, prawda? Obserwuje to wszystko i jestem w wielkim szoku, że Polska pod tym względem jest zwyczajnie daleko w tyle. Nasza mentalność pod tym względem jest okropna. Sama to widzę wsród polaków z najbliższego otoczenia. Podając przykład, wczoraj skoczyłam do sąsiadki która pożyczyła mi ścierki do mycia okien, które swoją drogą okazały się genialne, żeby je oddać, pukam, oczywiście odeszłam od drzwi, a drzwi otwiera mi dziecko innej polskiej sąsiadki. Okazało się, że całe popołudnie siedzieli i pili. Łącznie 8 osób. Trochę mnie to zdziwiło i właśnie wtedy doszłam do wniosku, że my zwyczajnie tacy jesteśmy. Nie lubimy gdy ktoś, a zwłaszcza rząd nam coś narzuca. Często robimy na przekór bo... tak. I tyle.
Podobno pod koniec maja mają u nas otworzyć szkoły. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać. Widzę po Mikim, że brakuje mu kontaktu z dziećmi, w końcu od miesiąca siedzi w domu ze starymi. I mimo, że mówi, że nie chce wracać do szkoły (hehehehehe) to wiem, że będzie szczęśliwy. I to dobrze mu to zrobi.
Kontynuując sprawy szkolne podoba mi się to, że mamy kolegów Mikiego próbują jak mogą żeby dzieci miały kontakt ze sobą, jeżeli nie bezpośredni to online. Organizują spotkania poprzez kamerki internetowe, jedna mama puszcza muzykę, a reszta tańczy. Super. Podoba mi się to.
Dostałam prośbę o wstawienie zdjęć Mikołaja. Zapraszam na instagrama- lenasiks. Tam trochę ich jest i coś tam staram się czasami dodawać.
A tak to leci, ostatnio mieliśmy piękną pogodę, ale od dzisiaj zacznie się tygodniowy deszcz. I dobrze, niech trochę popada :)
Komentarze
Prześlij komentarz