Jakaś ostatnio jestem monotematyczna.
I jak zwykle zacznę, że przed chwilą był styczeń, a tu już luty. Nie wiem jak to się dzieje. Ale raz się obrócę i już kąpiel i spać.
W pracy zaczęłam swoją zmianę. Od niedzieli do środy. Od poniedziałku do środy kończę o 20- zmiana 11h więc nie widuje Mikołaja prawie wcale. Tylko rano wszyscy się szykujemy, buziak, a jak wracam to już dziecko me śpi albo leży w łóżku i czeka na przytulaska. Bo całować się niestety już nie lubi. W końcu to duży chłopak, co go będzie mama całować? A pomyśleć, że 3 lata temu buziaków to miałam na pęczki...
Może to zabrzmi głupio ale mamy na koncie kolejny sukces. Mikołaj zasypia i śpi u siebie w pokoju. Może 6 lat to trochę późno, ale z drugiej strony jeżeli pomyśleć, że wychowywały go dwie baby to nie ma co się dziwić. W końcu to oczko w głowie, dzidziuś i potrzebuje dużo czułości.
Kolejny styczniowy sukces to Mikołaj zdobyl pierwszy pas w teakwondo, bo właśnie tak nazywa się ta tajemnicza sztuka walki z różnymi ciosami. Mikołaj jest zachwycony. Chodzi na dwie grupy, dwa razy w tygodniu. Czyli łącznie 4h tygodniowo i dalej mu mało. Bawi się przy tym nieziemsko, a ja jestem zadowolona, że ma taką zajawkę.
Odbiegając od rzeczy ogólnych dzisiaj rano Mikołaj do nas przyszedł do łóżka i zapytał się czy może telefon. Z racji tego, że byliśmy zaspani dałam mu swój żeby chociaż te 5 minut dospać. I co? Mikołaj wyłączył budzik. O której się obudziliśmy? 8:30!! Mikołaj ma do szkoły na 8:45, C. do pracy na 8:30, kanapki nie zrobione. O dziwo pod szkołą z kanapkami w plecaku byliśmy 8:48, a dojechać musimy jakies 8-10 min autem. Niezłe tempo. Ale ile musiałam swoją buzię nadwyrężyć to moje.
A tak ogólnie to dalej żyjemy. Dalej jest kolorowo, dalej się kochamy i dalej nie zmieniłabym decyzji z ostatnich 3 lat.
Nie jest idealnie, ja muszę sobie poględzić i ponarzekać, pokrzyczeć, poburczeć, pokrzyczeć i czasami jeszcze trochę pokrzyczeć. Ale wychodzę z założenia, że nie robię tego tak o, tylko dlatego, że mi zależy. Zależy mi żebyśmy mieli czysty dom, codziennie coś ciepłego do zjedzenia, kanapki rano do szkoły i pracy, lunch dla mnie i dla C. I jak przestanę być czasami zołzą to znaczy, że przestało mi zależeć. Tak sobie to tłumaczę i proszę o nie wyprowadzanie mnie z błędu.
A w pracy jak to w pracy. Raz lepiej, raz gorzej. Z językiem to samo. Raz lepiej, raz gorzej. Problem jest taki, że nie do końca jeszcze rozumiem przez ich akcent. Mówią bardzo szybko mało otwierając buzię. Zwyczajnie bleblają. Czasami czuję się jak idiotka bo proszą o coś, a ja stoję jak ten kołek i w sumie do końca nie wiem o co im chodzi. A wystarczy powiedzieć wyraźniej. Tak mało, a tak wiele.
Aha i w nagrodę, że poszłam do pracy kupiliśmy kolejne auto. To już moje 3 w angielskiej, samochodowej karierze. Gdyby ktoś nie pamiętał to krótko przypomnę.
1 auto, które lubiłam- Corsa- okazała się zepsuta, a naprawa w cenie auta- po kłótniach z poprzednim właścicielem, auto oddaliśmy, pieniądze odzyskaliśmy. Właściciel twierdził, że nic autu nie dolega. Szkoda, że pół silnika do wymiany.
W między czasie popsuło się nam nasze rodzinne auto wiec było trzeba je wymienić więc pod domem stały 3 samochody. 2 zepsute, jeden działający.
2 auto- Fiesta, małe zgrabne, ale niestety nie polubiliśmy się. Wiadomo, albo się coś czuje albo się nie czuje. Albo to ja wymyślam. Zdecydowanie to ostatnie. No ale co zrobić? Auto w sumie jeździ, z punktu a do b dojedziesz. Ale mamy zimę, w aucie średnio działa ogrzewanie, muszę jeździć cały czas na klimie bo szyby od środka strasznie parują, nie działa wtyczka do ładowarki, nie ma uszczelek i wieje, a przy 100 km/h auto składa podwozie, przygotowuje się do odlotu i są turbulencje. A z racji tego, że mój przyszły mąż bardzo mnie kocha i dba o moje zdrowie psychiczne i fizyczne postanowił sam po kilku miesiącach marudzenia na samochód i podstępnego podbierania mu jego fury kupić mi nowy. Nowy stary bo używany. Ale dla mnie nowy.
Więc teraz jestem posiadaczką Megane. Ale wiecie co się okazało? Kupiliśmy auto i już jest w naprawie. Szok, prawda? Chyba już nie dla nas. Po pierwszej jeździe do pracy wyskoczyła mi pomarańczowa kontrolka. Na szczęście mamy gwarancję, auto zastępcze i znowu 3 samochody pod domem. No, kto biednemu bogato żyć zabroni, prawda?
W pracy zaczęłam swoją zmianę. Od niedzieli do środy. Od poniedziałku do środy kończę o 20- zmiana 11h więc nie widuje Mikołaja prawie wcale. Tylko rano wszyscy się szykujemy, buziak, a jak wracam to już dziecko me śpi albo leży w łóżku i czeka na przytulaska. Bo całować się niestety już nie lubi. W końcu to duży chłopak, co go będzie mama całować? A pomyśleć, że 3 lata temu buziaków to miałam na pęczki...
Może to zabrzmi głupio ale mamy na koncie kolejny sukces. Mikołaj zasypia i śpi u siebie w pokoju. Może 6 lat to trochę późno, ale z drugiej strony jeżeli pomyśleć, że wychowywały go dwie baby to nie ma co się dziwić. W końcu to oczko w głowie, dzidziuś i potrzebuje dużo czułości.
Kolejny styczniowy sukces to Mikołaj zdobyl pierwszy pas w teakwondo, bo właśnie tak nazywa się ta tajemnicza sztuka walki z różnymi ciosami. Mikołaj jest zachwycony. Chodzi na dwie grupy, dwa razy w tygodniu. Czyli łącznie 4h tygodniowo i dalej mu mało. Bawi się przy tym nieziemsko, a ja jestem zadowolona, że ma taką zajawkę.
Odbiegając od rzeczy ogólnych dzisiaj rano Mikołaj do nas przyszedł do łóżka i zapytał się czy może telefon. Z racji tego, że byliśmy zaspani dałam mu swój żeby chociaż te 5 minut dospać. I co? Mikołaj wyłączył budzik. O której się obudziliśmy? 8:30!! Mikołaj ma do szkoły na 8:45, C. do pracy na 8:30, kanapki nie zrobione. O dziwo pod szkołą z kanapkami w plecaku byliśmy 8:48, a dojechać musimy jakies 8-10 min autem. Niezłe tempo. Ale ile musiałam swoją buzię nadwyrężyć to moje.
A tak ogólnie to dalej żyjemy. Dalej jest kolorowo, dalej się kochamy i dalej nie zmieniłabym decyzji z ostatnich 3 lat.
Nie jest idealnie, ja muszę sobie poględzić i ponarzekać, pokrzyczeć, poburczeć, pokrzyczeć i czasami jeszcze trochę pokrzyczeć. Ale wychodzę z założenia, że nie robię tego tak o, tylko dlatego, że mi zależy. Zależy mi żebyśmy mieli czysty dom, codziennie coś ciepłego do zjedzenia, kanapki rano do szkoły i pracy, lunch dla mnie i dla C. I jak przestanę być czasami zołzą to znaczy, że przestało mi zależeć. Tak sobie to tłumaczę i proszę o nie wyprowadzanie mnie z błędu.
A w pracy jak to w pracy. Raz lepiej, raz gorzej. Z językiem to samo. Raz lepiej, raz gorzej. Problem jest taki, że nie do końca jeszcze rozumiem przez ich akcent. Mówią bardzo szybko mało otwierając buzię. Zwyczajnie bleblają. Czasami czuję się jak idiotka bo proszą o coś, a ja stoję jak ten kołek i w sumie do końca nie wiem o co im chodzi. A wystarczy powiedzieć wyraźniej. Tak mało, a tak wiele.
Aha i w nagrodę, że poszłam do pracy kupiliśmy kolejne auto. To już moje 3 w angielskiej, samochodowej karierze. Gdyby ktoś nie pamiętał to krótko przypomnę.
1 auto, które lubiłam- Corsa- okazała się zepsuta, a naprawa w cenie auta- po kłótniach z poprzednim właścicielem, auto oddaliśmy, pieniądze odzyskaliśmy. Właściciel twierdził, że nic autu nie dolega. Szkoda, że pół silnika do wymiany.
W między czasie popsuło się nam nasze rodzinne auto wiec było trzeba je wymienić więc pod domem stały 3 samochody. 2 zepsute, jeden działający.
2 auto- Fiesta, małe zgrabne, ale niestety nie polubiliśmy się. Wiadomo, albo się coś czuje albo się nie czuje. Albo to ja wymyślam. Zdecydowanie to ostatnie. No ale co zrobić? Auto w sumie jeździ, z punktu a do b dojedziesz. Ale mamy zimę, w aucie średnio działa ogrzewanie, muszę jeździć cały czas na klimie bo szyby od środka strasznie parują, nie działa wtyczka do ładowarki, nie ma uszczelek i wieje, a przy 100 km/h auto składa podwozie, przygotowuje się do odlotu i są turbulencje. A z racji tego, że mój przyszły mąż bardzo mnie kocha i dba o moje zdrowie psychiczne i fizyczne postanowił sam po kilku miesiącach marudzenia na samochód i podstępnego podbierania mu jego fury kupić mi nowy. Nowy stary bo używany. Ale dla mnie nowy.
Więc teraz jestem posiadaczką Megane. Ale wiecie co się okazało? Kupiliśmy auto i już jest w naprawie. Szok, prawda? Chyba już nie dla nas. Po pierwszej jeździe do pracy wyskoczyła mi pomarańczowa kontrolka. Na szczęście mamy gwarancję, auto zastępcze i znowu 3 samochody pod domem. No, kto biednemu bogato żyć zabroni, prawda?
Super, że Mikołaj śpi sam. U nas ten moment miał nadejść wczoraj wraz z ukończonymi 6latami, ale przyszedł wieczór i rozgonił tę pewność siebie. Druga sprawa, że ja nie naciskam. Widzę, że potrzebuje bliskości, bo potrafi budzić się w nocy i sprawdzać czy jestem.
OdpowiedzUsuńZ całowaniem u nas podobnie ;) Raczej unika buziaków, a przytulenie trwa 2sekundy ;)
Już niedługo ślub :)